Cabo da Roca, czyli koniec Europy

Mimo, że dzisiaj można już stosunkowo łatwo dotrzeć w dowolne miejsce na planecie Ziemia, każdy podróżnik lubi czasem poczuć się jak odkrywca. Tak też czuliśmy się pedałując do Cabo da Roca – przylądka będącego położonym najdalej na zachód punktem kontynentalnej Europy. Cisnęliśmy przez pustawe okolice, po pustych drogach częściowo zacienionych lasem, częściowo ciągnących się wzdłuż krawędzi wzgórz, z oszałamiającymi widokami na wybrzeże. Ducha przygody wzmacniał szalony wiatr, który wyciskał łzy z oczu. Przed nami obietnica osamotnionego przylądka z morską latarnią i niezwykle soczystą zielenią. Jak dumni odkrywcy czuliśmy się zjeżdżając ze wzgórza wprost pod latarnię, dopóki nie wjechały za nami… trzy autokary z japońskimi turystami.

Cóż, uczucia nikt nam nie zabierze, pomyśleliśmy, przypinając rowery do znaku drogowego i ruszając śladem zaopatrzonych w selfie sticki turystów. Minęliśmy japońskiego cyklistę sakwiarza, któremu rodacy trzepali setki zdjęć i poszliśmy oglądać okolicę. Dookoła jest mnóstwo rybackich ścieżek, którymi można podążać po pagórkach i wzdłuż klifów. Jest przepięknie. Soczysta zieleń rodem z pocztówek z Azorów, dramatyczne klify, rude wzgórza, dziewicze plaże, skały i błękit oceanu. Wieje jak cholera, przeszywając wszystkie warstwy, które po kolei wyciągamy z plecaka i zakładamy na siebie. Mimo tego, zostajemy tu kilka godzin, aż do zachodu słońca, chodząc po ścieżkach, zaglądając z kolejne pagórki i robiąc piknik po osłoniętej stronie wzgórza. Wspaniałe miejsce, jednak czujemy, że w sezonie dużo trudniej byłoby się w nim zakochać.

(Visited 231 times, 1 visits today)

2 Comments

  1. Bart April 11, 2019 at 2:16 pm

    Piekne fotki

    Reply

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *