Ekspresem przez Tajlandię

Przez Tajlandię przemieszczamy się ekspresowo, korzystając z dwutygodniowego bezwizowego pobytu, którego decydujemy się nie przedłużać. Może to kwestia kraju, może nieuchronnego zmęczenia podróżą, które dopadło nas właśnie tutaj; nie jest to miejsce w którym chcemy zatrzymać się na dłużej.

Z wyspy przedostajemy się do Trang, skuszeni przewodnikowym opisem dobrego jedzenia. Podekscytowani wybieramy się na night market w poszukiwaniu przysmaków. Jednak oprócz niezłych szaszłyków z wieprzowiny, reszta jest naprawdę niespecjalna i z trudem kończę opróżnianie plastikowych pudełeczek zabranych do pokoju hotelowego. Tajskie curry, takie, jakie znamy z Polski, choć bardzo smacznie, nie jest tu wcale aż tak popularne, jak myśleliśmy.

IMGP9289_2

IMGP9322_2

IMGP9359_2

IMGP9339_2

IMGP9369_2

Następnego dnia zostaję wynagrodzona pyszną pieczoną kaczką z zieleniną i imbirem, obsypaną świeżą kolendrą za 4,5 zł. Miły powrót do azjatyckich cen, które na wyspie były 3-4 krotnie wyższe.

IMGP9388_2

Z Trangu ruszamy w 9-cio godzinną podróż pociągiem na północ, do nadmorskiego miasteczka Bang Saphan Yai na wschodnim wybrzeżu. Drugi raz w pociągu od początku wyjazdu przypomina nam jak bardzo lubimy podróżować koleją – dużo powietrza i przestrzeni, zielone krajobrazy i jedzenie kupowane na stacjach wprost przez okno pociągu. Czytamy książki lub obserwujemy plantacje kauczukowe przeplatające się z palmowymi.

Wieczorem Marcin zostaje wciągnięty do “warsa” przez grupę pijanych Tajów stawiających mu piwo i przekąski. Kiedy jednak decyduje się wrócić do mnie, w przedziale pojawia się prowodyr imprezy żądając dużych ilości pieniędzy. Rozmowa jest ciężka i dziwna, bo tylko pijany Taj pozwoliłby sobie na tak bezpośrednią konfrontację, poza tym w obecnym stanie ciężko jest zrozumieć co mówi. Wściekam się i zaczynam głośno protestować, co powoduje zainteresowanie całego przedziału. Na szczęście taki poziom konfontacji to już dla niego za wiele i wycofuje się pokojowo, przyjmując zwrot kosztów piwa. Po pół godzinie są już z powrotem friends, poklepując się po plecach w drodze do toalety.

IMGP9530_2_2

IMGP9476_2

IMGP9511_3

IMGP9496_2

IMGP9548_5

IMGP9576_2_2

W Bang Saphan Yai, przedstawianym w przewodniku Lonely Planet jako raj blisko cywilizacji, zastajemy przyjemnie leniwą atmosferę, brudna plażę i brązowe morze. Rezygnujemy z plażowania i bierzemy się do pracy nad blogiem. Poszukując otwartej knajpy, przypadkiem trafiamy do domu kobiety wynajmującej pokoje, która oferuje nam śniadanie. To strzał w dziesiątkę, bo za niesamowicie małe pieniądze jemy smaczne domowe posiłki. Tajskie śniadanie, czyli zupę ryżową, jemy prawie codziennie od kiedy przekroczyliśmy granicę. Na obiad dostaliśmy curry z wieprzowiną, dynią i wiórkami z kwiatu bananowca.

IMGP9655_2

IMGP9624_2

Z nad morza ruszamy do Bangkoku, gdzie wita nas mieszkająca tu Ania, znajoma z liceum. Spędzamy z nią kilka bardzo przyjemnych dni, rezygnując z tradycyjnego zwiedzania, poruszając się głownie po dzielnicach będących jej terenem i próbując kuchni tajskiej i indyjskiej. Z tajskich przysmaków trafiamy znów na pyszną tom yam i sałatki. Warto tu też próbować bardzo dobrych stir-fry z siekanego mięsa z tajską bazylią. Moja zachcianka na gofry, podróżująca ze mną od Indonezji, zostaje niespodziewanie zaspokojona przez Anię, która przygotowuje nam pyszne i zdrowe żytnie gofry z owocami.

Mimo, że azjatyckie metropolie, ze swoim klaustrofobicznym urbanistycznym koszmarem, smogiem i wątpliwymi zapachami, to nie nasza rzecz, Bangkok opuszczamy nadal zmęczeni, ale w świetnych nastrojach. Dziękujemy Aniu!

aniaiania2

aniaiania1

(Visited 67 times, 1 visits today)

2 Comments

  1. Maciek December 10, 2013 at 7:42 pm

    Co smacznego picze gość na trzecim zdjęciu? (to deser czy raczej jakieś mięsko/warzywa w cieście?)

    Reply
    1. Two hungry people December 11, 2013 at 11:37 am

      Nie próbowaliśmy, ale były tam jajka rozmieszane z dodatkami

      Reply

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *