Kiedy dobrzy ludzie marzą

Jedziemy na rowerach na południe Krety, żeby odwiedzić parę członków tutejszej kooperatywy rolników, Joannę i Prodromosa. Przez dwadzieścia parę kilometrów powoli wtaczamy się coraz wyżej, żeby potem zaliczyć cudowne zjazdy w trójwymiarowym krajobrazie gór bliższych i dalszych oraz dolin pomiędzy nimi. Gdzieś tam, po przekroczeniu magicznej granicy między północą a południem, wraz z upływem godzin zaczyna się robić coraz bardziej gorąco. Kiedy zjeżdżamy do głównej drogi na południu, Lima ma już swój upalny obłęd w oczach, a i my straciliśmy trochę moc. Ostatnią górkę, już we wiosce Apoini, pokonuję pchając rower.

Greece South Crete Apoini trip-4761

Greece South Crete Apoini trip-4765

Greece South Crete Apoini trip-4752

Greece South Crete Apoini trip-4777

Greece South Crete Apoini trip-4778

Greece South Crete Apoini trip-4798

Greece South Crete Apoini trip-4802

Greece South Crete Apoini trip-4799

Greece South Crete Apoini trip-4841

Po powitaniach i chwili odpoczynku człapiemy na obiecane obchody włości. Bardzo ciekawa jestem, jak wygląda ich plantacja ziół, które znamy z kooperatywy. Oglądamy warzywa w przydomowym ogródku, a potem wychodzimy z przepalonej słońcem wioski i docieramy na zbocze góry. “Tu chcemy zbudować nasz dom” mówi Joanna wskazując na strome zbocze i wąziutki kawałek płaskiej ziemi. Jestem trochę zdziwiona i zastanawiam się, czy to w ogóle realne, ale potem przypominam sobie wszystkie greckie wioski przyklejone do stromych gór. Gdy idziemy dalej na drugą stronę zbocza, ja czekam cały czas na jakiś płaski placek ziemi, tymczasem posuwamy się powoli wąziutką ścieżką po stromym terenie, który kończy się małą dolinką i znów pnie, z drugiej strony jeszcze bardziej ostro do góry. Ślizgając się w swoich tenisówkach już rozumiem, czemu Jo na spacer założyła buty do górskich wędrówek.

Greece South Crete Apoini trip-4814

Zioła rosną wszędzie kępkami, w tym także na przeciwległym, ostrym zboczu. To, co widzę, minęło się z moimi wyobrażeniami. Do tego upał jest wykańczający, ale idę dalej i słucham. Jo opowiada z pasją o każdym krzaczku, każdym drzewku. Teren jest dosyć duży, a rośliny zamiast w rządkach, pojawiają się to tu, to tam. Joanna jednak dokładnie pamięta, który mały kikutek to mango, który figa, a który jagoda goji, i kiedy były posadzone. Po drodze robimy przerwy, żeby odkręcać i zakręcać misterny system rurek do irygacji. Jo opowiada o początkach ich marzenia, przy okazji opisując też sadzonki, a my rozcieramy w palcach kolejne aromatyczne listki. Słyszymy o planach na ten teren, z którego powstanie duży permakulturowy leśny ogród. Wśród owocowych drzew rozrastać się będą zioła, a na płaskich kawałeczkach warzywa. Spacerując po zboczu będzie można zjadać przeróżne odmiany owoców. Opowiada o tym, jak odkupili teren od rodziny, która słysząc ich pomysły puka się w czoło. Nie zniechęca ich to, a wręcz przeciwnie, daje motywację do dalszych działań. Jo odnajduje też dla nas ptasie gniazdo, żeby pokazać prawie łyse maluchy rozdziawiające paszcze w oczekiwaniu na robale. Nad wysokim drzewem w dolinie krąży dostojny ptasi drapieżnik. Zaczynamy czuć się tu bardzo dobrze.

Greece South Crete Apoini trip-4810

Greece South Crete Apoini trip-4819

Greece South Crete Apoini trip-4809

Greece South Crete Apoini trip-4815

Kiedy docieramy do najwyższego punktu ogrodu i siadamy gapiąc się na panoramę pobliskiego płaskowyżu i pustynnych wyżyn, za którymi leży morze, jesteśmy już całkowicie zarażeni Wizją. Widzimy ten ogród-oazę za dziesięć lat i chcemy w nim być, chcemy wspinać się wśród dojrzałych mango, zrywać rozgrzane słońcem oregano i odpoczywać w dolince na pniu, w którego głębi kryją się skorpiony.

Greece South Crete Apoini trip-4817

Greece South Crete Apoini trip-4821

Wracamy do domu, skąd przechwytuje nas Prodromos, żeby pokazać swój kolejny projekt. Po drodze zaglądamy do kozy, na której potomstwo niecierpliwie wyczekują. W stajence zastajemy dwa świeżo urodzone maluchy. “You’re so lucky!” krzyczy Prodromos i wprost kipi szczęściem, głaszcząc na zmianę świeżo upieczoną mamę i maluchy. Jedziemy na kolejne pole, gdzie pomiędzy rzędami winogron, wzdłuż rurki irygacyjnej eksperymentuje z gatunkami bardziej wodolubnymi. Jego ogromny zapał i miłość do tego co robi wręcz bucha z niego, więc po chwili ten kawałek ziemii dla nas też wydaje się prawdziwą przygodą i z ekscytacją siejemy nasionka fasolek w psychodelicznych kolorach, które dostali od przyjaciół z amazońskiej podróży. Wieczorem padamy jak muchy, ale dobrze nakarmieni tym doświadczeniem i pełni nadziei na powodzenie projektu. Kiedy dobrzy ludzie marzą, będą dziać się dobre rzeczy.

(Visited 79 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *