Mała magia w Algarve

Chcieliśmy zakochać się w południowej Portugalii. A może tylko mi się tak wydaje, bo nie bardzo się to nam udawało, mimo, że ładnych krajobrazów nie brakowało. “Jesteś tam?”- pytamy się serca, które ani drgnie. Łatwo wpadamy w pułapkę malkontenctwa i wymówek. Niby ładnie, ale “Kampery, wszędzie kampery!”. Jak muchy obsiadają punkty widokowe, parkują w miasteczkach, na specjalnych i niespecjalnych parkingach, jeden przy drugim, przeczekując holenderską czy angielską zimę na betonowym placu, zamykając się z podobnymi sobie w swoiste torbiele. Tu my, ekspaci – na zewnątrz oni. Czyli Portugalczycy. Wydaje się, jakby ci oddali Algarve turystom. Sprzedali wszystkie ruiny z zawalonymi dachami za kolosalne pieniądze. Chyba im to zwisa. W ogóle jakoś ich tu mało. Bo w końcu sprzedali, to może pojechali gdzie indziej.

Jesteśmy źle nastawieni i magia Algarve ukrywa się przed nami. Może podświadomie buntujemy się przeciwko modzie na Portugalię? Może sercem wciąż jesteśmy w Grecji? Tej, którą można kojarzyć z masówą, autokarami na Chalkidiki, last minute na Kretę? Nie. Dla nas było odwrotnie. Ten poszarpany kształtem kraj bezustannie stymulował dramatycznymi widokami, oferował nieodkryte skarby, zaskakiwał żywymi tradycjami i silnym charakterem.

Jak znaleźć magię w Algarve? Mniej lub bardziej przypadkiem, jedziemy do Susan. Okazuje się ona arcyciekawą postacią. Choć po siedemdziesiątce, gdybym Wam nie powiedziała, z opisu nigdy nie domyślilibyście się jej wieku. Jakimś cudem potrafi ignorować kulturowy szajs dotyczący starzenia. Nawet nie buntuje się przeciwko niemu. Po prostu jakby żyje poza metrykami i knuje bogate plany na przyszłość. Urodziła się w Nowym Jorku, mieszkała w Kalifornii, Anglii, Grecji, Portugalii. Teraz chce przenieść się do Irlandii, bo w martwym Algarve nie ma rynku na jej sztukę. Miała 4 mężów, ośmioro dzieci z sześcioma mężczyznami i nieskończoną ilość szokujących historii, które dawkuje nam przy stole i wieczornych posiadówkach przy kominku. Kiedyś  zechciała zamieszkać na greckiej wyspie, więc sama z czwórką dzieci pod pachą pojechała na znane jej już Simi. I udało się. To chyba każdemu może? Tu jest już ze dwadzieścia lat, a od kilku towarzyszy jej Mario.

W końcu jakiś Portugalczyk! Do tego kocha gotować dla ludzi i robi to świetnie, więc wreszcie możemy się raczyć domową portugalską kuchnią. Susan za to kocha piękno, więc dom i nasza chatka dla gości są pełne kolorów, tkanin, dywanów i mozajek.

Powoli, powolutku, magia dobiera się do nas. Nie zawsze jest oszałamiająca, waląca po głowie swoim rozmachem. To raczej małe rzeczy, jednak zwracające uwagę. Każdą kolejną dokładam do mentalnej szkatułki na skarby i w końcu nie da się nie zauważyć, że życie tu piękne!

Te ptaki! Kiedy przygotowujemy śniadanie, przed oknem jadalni, na łysym drzewku figowym, rozsiadają się kolorowe sójki iberyjskie, jakby tylko po to, żeby pochwalić się swoimi boskimi błękitami i podnieść codzienny posiłek do rangi wyjątkowego wydarzenia. Czasem dołącza do nich dudek, lansując się ze swoim spektakularnym czubem.

To słońce! Ukośne promienie przeświecające drzewka cytrusowe, płynne złoto rozlewające się pasami pod korkowymi dębami. Szalone purpurowe zachody słońca, które zmieniają Marcina w maniaka biegającego po farmie ze statywem.

Te zwierzęta! Łagodne owce przetaczające się przez nasz taras wraz z przyjaznym pasterzem i jego sympatyczną bandą psich potargańców. Domowe futrzaki, pozwijane w kłębki na krzesłach i kanapach, rozgrzewające kości na masce i półkach samochodu.

Te kolory! Zielone pagóry, dzikie kwiaty, kolorowe kafelki, rękodzieło i marokańskie dywany.

Ta cisza.

Chyba wszyscy, choćby i nieświadomie, chcemy w życiu magii. Ale ilu z nas tak naprawdę ją ma? Tymczasem recepta wydaje się prosta. Szukaj, zauważaj, zachwycaj się. Twórz warunki, żeby miała się gdzie zadomowić. My swoją portugalską magię zaczęliśmy w końcu znajdować na zadupiach Alentejo. Ale to już inna historia.

(Visited 169 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *