Początki nowej podróży. Pocztówki z Lizbony.

Witaj Portugalio! Samolot teleportował nas w 4 godziny od opróżnianego mieszkania – malowania, sprzątania, pakowania, noszenia kartonów, nieprzespanych nocy – prosto do innej rzeczywistości. Choć ma to swoje zalety, nie jest naszą ulubioną formą przemieszczania się. Po wielogodzinnym rozkładaniu rowerów i przyczepki i budowaniu kartonów o odpowiednich rozmiarach, składając je ponownie na lotnisku w Lizbonie, obiecywaliśmy sobie, że ostatni raz latamy z psem i rowerami. Ciekawe jak długo będziemy pamiętać o tej obietnicy?

Na szczęście w mieście czekał już na nas host z warmshowers, u którego mogliśmy zebrać siły po nieprzespanej nocy i powoli dostroić się do nowej rzeczywistości, bo przed wyjazdem zupełnie nie było na to czasu. Dla tych, którzy nie wiedzą, o czym mówimy, warmshowers zrzesza cudowną społeczność cyklistów, którzy oferują sobie nawzajem towarzystwo, noclegi, rzeczone ciepłe prysznice, a do tego mogą doradzić trasę i pomóc ze sprzętem. To serwis podobny do couchsurfing, jednak gromadzi on bardziej kameralną i jeszcze bardziej specyficzną populację rowerzystów. Nasze dotychczasowe z nim doświadczenia zawsze były niesamowite, tym razem też Gonçalo funduje nam łagodne lądowanie w Lizbonie, zabiera w swą codzienną rowerową trasę z dzieciakami do/ze szkoły i korzystając z wolnego weekendu, oferuje oprowadzanie po mieście.

Z Parque das Nações, nowoczesnej, zbudowanej pod targi expo dzielnicy, ruszamy na rowerach wzdłuż brzegów Tagu do starej części miasta. Tam przypinamy rowery pod zaprzyjaźnionym sklepem i w szalone uliczki starówki ruszamy już na piechotę. Tradycyjne zwiedzanie nie jest dla nas, bardziej lubimy szwędanie się tam, gdzie nas szósty zmysł poniesie. Tym razem zrezygnowaliśmy nawet z niego, gdyż Goncalo prowadzi nas przez ciekawe jego zdaniem zakątki miasta. Sam kocha nie tylko rowery ale i piesze wędrówki, więc przez cały dzień wędrujemy tu i tam, z przerwami na lunch, pastéis de nata, wygrzewanie w słońcu na punktach widokowych i spotkanie z inną szaloną rowerzystką, która w trasę sama chce zabrać swoje dwa psy. A Lizbona? Mimo zimy wciąż jak dla nas pełna zwiedzających, a słynne tramwaje całkowicie przejęte przez turystów, rządnych odhaczenia malowniczej przejażdżki z listy. Mimo tego, chłoniemy widoki i z zazdrością patrzymy na kolejne i kolejne uliczki pełne starych kamienic karmiąc oczy kolejnymi wzorami na słynnych azulejos. Nawet tylko dla nich warto przyjechać do Lizbony.

lisbon-9751

lisbon-9775

lisbon-

lisbon-9823

 

(Visited 112 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *