Północny smuteczek w Hanoi

Nie jest tajemnicą, że południe Wietnamu nas zachwyciło. Piękne, przyjazne, egzotyczne i zaskakująco wolne od turystycznych tłumów. Nie bez znaczenia jest fakt, że zimą panują tam temperatury idealne. Jednak im wyżej na północ, tym nasza ekscytacja staje się mniejsza. Jest coraz zimniej, bardziej przemysłowo i ponuro, a ludzie mają więcej rezerwy. Ceny są coraz wyższe i różnica między ceną lokalną a turystyczną nigdzie nie jest tak ewidentna. Jeśli porównać południe do wesołego i zadziornego blond szczeniaka, północ musiałaby być poważnym czarnym dobermanem. Nigdy nie wiadomo, czy ten podbiegnie merdając ogonem, czy jednak odgryzie pół głowy. Jest to oczywiście niesprawiedliwe uogólnienie (nie tylko wobec dobermanów) bo spotykamy tu też mnóstwo wspaniałych ludzi, poprostu jesteśmy zdecydowanie bardziej czujni.
Jednak jeśli chodzi o największe miasta, jest zupełnie odwrotnie i naszym zdaniem Sajgon może schować się przy Hanoi. Ulice obu miast pełne są życia, ale w Ho Chi Minh City to życie składa się przede wszystkim z motocykli. Dzielnica turystyczna jest okropna, ale i poza nią nie dopatrzyliśmy się w tym mieście charakteru. Hanoi, mimo że w lutym zimne i pochmurne, ma dla nas własny styl będący pomieszaniem wietnamskiego chaosu z kolonialną elegancją. Ulice starego miasta, choć czesto nieszczególne architektonicznie, są pełne ludzi i  parujących kotłów z zupą, a ruch turystyczny, poza kilkoma ulicami, doskonale miesza się z lokalnym życiem. Miasto jest też pełne pięknych drzew, mniejszych w wąskich uliczkach Old Quarter i ogromnych staruszków na reprezentacyjnych alejach. W czasie ponurej i chłodnej zimy, Hanoi przypomina nam trochę Warszawę i zastanawiamy się, czy obywatele Wietnamu w naszej stolicy myślą tak samo.

20140210-IMGP1385-hanoin street hotpot

20140212-IMGP1499-hanoi tree lined streets

20140210-IMGP1400-hanoi old quarter balcony

20140210-IMGP1389-hanoi fruit sellers

20140212-IMGP1500-hanoi chinese temple

20140210-IMGP1399-hanoin street soup seller

20140211-IMGP1477-hanoi old quarter night
Kuchnia północy jest trochę mniej zielona i bardziej rozgrzewająca. Oprócz paskudnego piwa Hanoi, coraz częściej pojawia się na scenie wódka. Może przez to, że jedliśmy już phở dziesiątki razy, w ojczyźnie tej zupy jakoś zupełnie nie mamy na nią ochoty i skupiamy się na nowościach. Słabo znaną w Polsce, ale bardzo popularną potrawą pochodzącą z Hanoi jest bún chả, czyli grillowana wieprzowina podawana z makaronem ryżowym. Dobry egzemplarz udaje nam się znaleźć w ulubiony sposób – błądząc po ulicach trafiamy do zupełnie przypadkowej jadłodajni, która zachęca nas zapachem i tłumem gości, a jedzenie okazuje się rewelacyjne. Na południu popularne jest bardzo podobne danie, bún thịt nướng. Na zimnym makaronie ryżowym podaje się mięso, sajgonki i zieleninę i polewa sosem nước chấm, bazującym na sosie rybnym. Jest to bardzo smaczne, ale też bardzo ciężkie danie, w którym nie do końca odpowiada nam to, że makaron jest zimny. Bún chả to właściwie te same składniki, więc nie do końca wiemy, na czym polega różnica. W tej wersji wieprzowina podana była w “zupie” z nước chấm, choć widziałam w Hanoi też “suchą” wersję bún chả. Idealnie dla nas w ten zimny poranek byłoby, gdyby zupa była gorąca, a nie ciepła, a kluski uprzednio podgrzane, jednak Wietnamczycy wymyślili to inaczej.

20140210-IMGP1383-bun cha ha noi shop

20140210-IMGP1376-bun cha ha noi-2
Bardzo lubimy wietnamskie lokale “zrób to sam”, gdzie na chodniku grilluje się przy swoim stoliku przeróżne składniki. W Hanoi znaleźliśmy knajpę z największym bogactwem składników, nie tylko mięs i owoców morza ale i przeróżnych warzyw i grzybów, które wybiera się pakując do plastikowego koszyczka. Niestety tutaj okazało się, że surowce trafiają na nasz stolik już podsmażone i ociekające tłuszczem, a my tylko podtrzymujemy je na grillu w odpowiedniej temperaturze.

20140210-IMGP1433-hanoi street barbecue-2

20140210-IMGP1425-hanoi street barbecue-2
Żeby się rozgrzać, próbujemy w stolicy lokalnej wersji ryby z kurkumą i koperkiem, czyli chả cá, oraz popularnych w całym kraju dań w glinianym naczyniu. Ponieważ dość już mamy mięsa, wybieramy wersje z bakłażanem i z tofu.

20140211-IMGP1474-hanoi cha ca

20140213-IMGP1531-hanoi claypot restaurant

Smakuje nam też przekąska phở cuốn, którą nazwaliśmy “pho na sucho”, czyli sajgonki z wołowiną i ziołami zawijane w gruby makaron w wersji niepokrojonej. Można je dostać w kilku jadłodajniach w sympatycznej okolicy  jeziora Truc Bach.

20140212-IMGP1513-hanoi street pho cuon

Jednak chyba największą ciekawość wzbudzały jak zwykle desery (chè). Tak kompletnie inne od zachodnich, pełne pożywnych składników i kombinacji, które nigdy nie przyszłyby nam do głowy, Azjatyckie desery zajmują naszą pamięć operacyjną nieustannie od Malezji, choć nadal kompletnie się na tym nie znamy. W Hanoi wiele z nich występuje w wersji na ciepło, z taro czyli azjatyckim ziemniakiem, nasionami lotosu, owocami longana czy kukurydzą, pływającymi w słodkich syropach. Lubię desery niezbyt słodkie i takie, którymi można się najeść i w Azji jest w tym temacie z czego wybierać. Niektóre są pyszne, a niektóre … ciekawe. Gdy jest cieplej można skusić się też na zimne wersje z jogurtem, czyli łatwo zapadająca w pamięć sua chua! Warto przełamać się i spróbować tych dziwolągów, zwłaszcza gdy atakuje północny smuteczek.

20140211-IMGP1479-hanoi street lotus seeds

20140212-IMGP1519-hanoi hot corn dessert

20140210-IMGP1414-hanoi dessert pot

(Visited 81 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *