Przeżycie turystyczne

Luang Prabang to fantazja człowieka zachodu na temat miasta idealnego. Spokojnie, atmosferycznie, zielono, czysto, a jednocześnie z dostępem do restauracji, rozrywek i kultury. Smaczek Laosu w cywilizowanych warunkach. W dzikim i niekomercyjnym kraju, turysta czuje się tu bezpiecznie wśród hoteli, francuskich piekarni, english-speakerów i nieskończonych okazji do wydawania pieniędzy. To miasto-zabytek wpisane na listę UNESCO, zwane przez nas tysiąc wat, przyciąga egzotyką niezliczonych pięknych buddyjskich świątyń (wat) i świecących pomarańczą mnichów. Są muzea, koncerty, kursy i galerie rękodzieła.  Tym razem, zamiast marudzić, że to nie do końca nasza bajka, postanowiliśmy wejść między wrony i oddać się turystycznej konsumpcji.
Spacerowaliśmy wśród świątyń i architektury kolonialnej, wzdłuż Mekongu i rzeki Nam Khan, zostawiając pieniądze w knajpach i kawiarenkach.

20100102-IMGP3684-luang prabang temple wat2-2

20100102-IMGP3718-luang prabang nam khan river

IMGP3884-luang prabang temple wat

20100102-IMGP3709-luang prabang street

20100103-IMGP3857-luang prabang temple wat2

Odwiedziliśmy ciekawe mini-muzeum mniejszości etnicznych zaopatrzone w sklepik, w którym spokojnie można wydać kilka dniówek, co też ochoczo uczyniliśmy.

20100103-IMGP3813-luang prabang taec hill tribe museum

Skorzystaliśmy z muzealnej restauracji (która niedługo się zamyka), w której można spróbować etnicznych przysmaków różnych plemion. Wspaniały pomysł, ale wykonanie niestety nijakie.

IMGP3871-luang prabang taec restaurant

Pojechaliśmy na obowiązkową wycieczkę za miasto zobaczyć okoliczne misie, motyle i wodospady. Było pięknie i tłoczno – ścieżki bardzo wydeptane.

IMGP3933-luang prabang kuang si waterfall

IMGP4131-luang prabang butterfly park

IMGP3906-luang prabang asiatic bear

IMGP3922-luang prabang kuang si waterfall

IMGP4172-luang prabang butterfly park

IMGP3917-luang prabang kuang si waterfall

IMGP4137-luang prabang butterfly park

Wzięliśmy udział w kursie gotowania w szkole położonej w pięknym ogrodzie nad stawem i po raz pierwszy wybraliśmy się na bazar uzbrojeni w przewodnika. Dla umiejących gotować to zdecydowanie więcej zabawy niż szkoły, ale w sumie trudno określić to jako wadę.

IMGP4300-luang prabang tamarind cooking school

IMGP4374-luang prabang tamarind cooking school

IMGP4408-luang prabang tamarind cooking school

IMGP4401-luang prabang tamarind cooking school marcin ania

Wstaliśmy o świcie, żeby obejrzeć poranną procesję mnichów zbierających dary. W bladym świetle poranka, w ciszy, wędrówka bosych mnichów pewnie jest przeżyciem mistycznym. Jednak nie w Luang Prabang, gdzie zidiociali turyści wraz z fotografami krążą wokół mnichów niczym sępy, próbując znaleźć najlepsze ujęcie, strzelając foty z fleszem lub wpychając im przed twarz swoje tablety z dyndającą klapką. Bardziej ambitni decydują się na zakup ryżu i wzięcie udziału w ceremonii. Jest wtedy szansa, żeby na fotce zmieścić jeszcze siebie. To chyba jedno z najgorszych turystycznych doświadczeń jakie nas spotkały. Po odzyskaniu przytomności o tej wczesnej godzinie i uświadomieniu sobie natury zjawiska, ze wstydu za zachodnią obrazkową cywilizację zapadliśmy się pod ziemię i przeczołgaliśmy do pokoju.

IMGP4181-luang prabang alms procession monks

IMGP4195-luang prabang alms procession monks

IMGP4225-luang prabang alms procession monks

Próbowaliśmy całkiem nieźle wypromowanych specjałów, takich jak wodorosty z Mekongu, lokalnej kiełbaski, sosu jeow z dodatkiem bawolej skórki czy herbatki z owoców bael. Może przyszliśmy za późno, ale zachwalana Cafe Toui oferująca degustacyjny talerz smakołyków zawiodła nas jeśli chodzi o świeżość i smak.

20100102-IMGP3680-luang prabang cafe toui platter

Pytanie, czy w ogóle znajdują się chętni do degustacji takich “kontrowersyjnych” przysmaków? Przed inną, przyjemnie wyglądającą restauracją, w której pani w białym fartuszku grillowała ryby, podsłuchaliśmy taką rozmowę: “Co to za ryba? – Z Mekongu. – Eee, to nie chcę. Więc, jeśli szukacie norweskiego łososia w tym ledwo przejezdnym kraju bez dostępu do morza, to podpowiadamy: nie fatygujcie się.

(Visited 81 times, 1 visits today)

1 Comment

  1. Radek September 19, 2016 at 11:04 pm

    Można mówić, że się jest świadomym, że daleki wschód jest inny. “inny” nabiera zupełnie nowego znaczenia, kiedy już się tam dojedzie. Ja osobiście dość późno trafiłem w tamte strony. Ale jak po raz pierwszy zobaczyłem Szanghaj, Hong Kong, Tailandie… to po powrocie na nowo zacząłem planować kolejny wyjazd 😉

    Reply

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *