Ulubiona plaża na Krecie

Zawsze wyobrażałam sobie Kretę, jako przeładowaną kurortami imprezownię, zastawioną leżakami i straganami z tandetą. Dopiero po kolejnej z rzędu entuzjastycznej opinii spotykanych po drodze Greków, zdecydowaliśmy się spędzić zimowe miesiące właśnie tu. To prawda, co roku zwala się tu tłum wczasowiczów, więc w sezonie trudno liczyć na pustą rajską plażę. Na szczęście, większość turystów lubi gromadzić się stadnie w dosłownie kilku miejscach danego kraju, zawsze jest więc szansa na uniknięcie plażowej “stonki”. Jeśli nie przeszkadza Wam chłodniejsza woda, znacznie zwiększycie swoją szansę na bezludną zatoczkę poza sezonem lub w tzw. shoulder season.

My (fani posezonowych klimatów) mieszkaliśmy na wyspie od lutego do czerwca, więc wakacyjne tłumy poznaliśmy głównie z opowieści mieszkańców. Tego roku właściwie nie było zimy i mniej delikatni mogli spokojnie kąpać się nawet w lutym. 

Crete beaches Agios Farangos-160228-_IGP4294
Lutowa kąpiel na południu prowincji Heraklion

Wypady na plaże zaczynaliśmy od spacerów, wylegiwania się i okazyjnych, szybkich kąpieli, które z czasem przekształcały się w coraz dłuższe zanurzenia we wciąż jeszcze zimnym morzu. Za pierwszym razem spotkaliśmy może z 10 osób, potem powoli ludzi przybywało, pojawiały się łodzie i katamarany, a podczas ostatniej czerwcowej wizyty ulubiona plaża w Ligaria była już zastawiona leżakami, a zamknięte poza sezonem tawerny pełne ludzi. Tak wygląda północne wybrzeże, zwłaszcza w pobliżu dużych miast, gdzie w wakacje na plaże wylegają też okoliczni mieszkańcy.

Crete beaches Agia Pelagia-2
Agia Pelagia i Ligaria to dwie przyjemne plaże w pobliżu Heraklionu. Na zdjęciu ta pierwsza, wciąż pusta, w lutym.

“Achhh południe, to zupełnie inna historia!”, jak mantrę powtarzała nam nasza host rodzina i ich znajomi. Rzeczywiście, nasze wizyty po drugiej stronie kojarzymy z cudownym uczuciem bycia na końcu świata, gdzie wiele reguł trochę wyblakło w południowym słońcu. Tam też gromadzą się małymi grupkami hipisi i wszelkiej maści poszukiwacze wolności. Wielu z nich osiedliło się tam na stałe, niektórzy nawet w jaskiniach! Jak zostaliśmy uświadomieni (co najmniej kilkanaście razy) prawdziwe Kreteńskie doświadczenie to letni dziki biwak na plaży. Nasi gospodarze robią tak to co roku, wraz z przyjaciółmi, dziećmi i ich znajomymi. Jak największą część lata starają się spędzać w kilku ulubionych miejscówkach, a ostatnio głównie uciekają promem na najbardziej południową wyspę Europy, Gavdos.

Nasłuchani tych wszystkich opowieści, uknuliśmy małą objazdówkę po plażach przed wyjazdem z Grecji. Ostatecznie pomogła nam Marta, która odwiedziła nas na tydzień. Załadowaliśmy się więc razem z psem do wynajętego samochodu i ruszyliśmy na zachód. Wybór prowincji został tez jednogłośnie zasugerowany przez rodzinę i znajomych: “Chaniaaa! Definitely Chania!”.

Żadni z nas plażowicze ale podczas rowerowej wyprawy do Grecji polubiliśmy poczucie wolności w rozbijaniu się namiotem na dziko, więc spanie na plaży “na końcu Europy” brzmiało co najmniej kusząco. Na początek zalogowaliśmy się w Sougia, malutkiej turystycznej wsi, w południowej części prowincji Chania. Nigdzie chyba nie czuliśmy się tak zrelaksowani. Wszyscy wyraźnie odpięli tu wrotki, ale nie jest to miejsce na grube imprezy: na plaży nikt nie puszcza muzyki, ani nawet nie rozmawia zbyt głośno. Panuje tu totalna samowolka i przy wschodnim końcu plaży gromadzą się często na długie miesiące namioty i kampery, a wśród plażowiczów dominują nudyści. Ktoś nawet pociągnął na plażę rurę z wodą, tworząc prowizoryczny zlew i prysznic. Atmosfera wciągnęła i nas, tak że przez jeden cały dzień udało nam się praktycznie nie ruszyć dalej niż kilka metrów spod namiotu do wody. Sama plaża jednak nie zachwyca, wiedziałam więc, że chcę jechać dalej w poszukiwaniu mojej plaży.

Crete beaches Sougia-2245

Crete beaches Sougia-2258

Crete beaches Sougia-6305

Kolejna na liście poleconych miejscówek, była położona tuż obok sławnej Elafonisi plaża Kedrodasos. Choć odległość między nimi to dosłownie kilka kilometrów, mieliśmy duże wątpliwości co do pomysłów GPS-a, bujając się wynajętym samochodem po koszmarnych wertepach, z których wystawały niezliczone głazy. Po dojechaniu do końca drogi, trzeba było jeszcze złazić wraz z tobołami stromą ścieżką na plażę. Jednak to, co zobaczyliśmy, totalnie oszołomiło całą naszą trójkę. Już po chwili wiedzieliśmy – to jest to! Znalezienie w Europie plaży, która jest jednocześnie piaszczysta, lazurowa i nieprzeludniona to właściwie mission impossible. Na naszej rajskiej plaży były jednak cudowne piaszczyste wydmy porośnięte żywicznymi drzewami cedrowymi i boskie odcienie turkusu. Do tego, kiedy dotarliśmy tam w czerwcowy czwartek, znaleźliśmy na tym wielkim zadrzewionym obszarze tylko dwa inne namioty. W weekend dołączyło do nich jeszcze kilka, jednak cały czas mieliśmy swój rejon praktycznie tylko dla siebie. Wydmy Kedrodasos są pod ochroną, więc teoretycznie nie powinno się tam rozbijać, nie ma jednak żadnych zakazów, a jak to w Grecji, nawet gdyby były, mało kto zawraca sobie nimi głowę. Jeśli zdecydujecie się tu przyjechać, błagamy, zostawcie plażę czyściutką i nie gotujcie pod drzewami, żeby nie puścić z dymem suchych jak pieprz i ociekających żywicą cedrowców!

Untitled_Panorama8

Untitled_Panorama22

Crete beaches Kedrodasos-6419  Crete beaches Kedrodasos-2475   Crete beaches Kedrodasos-2468

Crete beaches Kedrodasos-2447

Crete beaches Kedrodasos-2430

Crete beaches Kedrodasos-2378

Crete beaches Kedrodasos-2413

Crete beaches Kedrodasos-2404

Crete beaches Kedrodasos-2472

Crete beaches Kedrodasos-2387

Jak się domyślacie, trudno było nam się z tym miejscem pożegnać, jednak data odlotu Marty zbliżała się nieubłaganie. Co i rusz wydobywaliśmy z siebie pełne wzruszenia bluzgi: “&%&^%*&, jak tu pięknie!”, “*^&%*&*^*&, nie ruszę się stąd nigdy!”

Nie omieszkaliśmy też zajrzeć na osławioną Elafonisi, która choć piękna, po Kedrodasos nie dostała niestety wystarczającej ilości zachwytów, a legendarny różowy piasek był jakoś… mało różowy.

Crete beaches Elafonisi-6503

Crete beaches Elafonisi-2449

Crete beaches Elafonisi-2455

Podobnie z zaliczoną na koniec śliczną zatoczką w pobliżu lotniska. Choć mieliśmy ją na noc tylko dla siebie, sławne Kreteńskie wiatry skutecznie nie pozwalały zasnąć próbując co i rusz ponieść nas razem z namiotem.

Crete beaches Seitan Limani-

Crete beaches Seitan Limani--2

Crete beaches Seitan Limani-6562

Koniec końców Marta, rozdarta między rajskimi plażami, a powrotem do biura, wsiadła ostatecznie w samolot do domu. My też byliśmy poruszeni, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że nasze dni na tej pięknej wyspie są policzone. Nie ma jednak tego złego, bo przed nami był skok na inny kontynent!

(Visited 680 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *