W Delcie Mekongu

Do wietnamskiej delty Mekongu wkroczyliśmy w najbardziej słuszny sposob, czyli łodzią z Phnom Penh. Mekong jest tak szeroki, że po drodze nie udało nam się zobaczyć zbyt wiele z tego, co dzieje się na brzegach. Dopiero w wietnamskich kanałach przywitało nas życie i jakże by inaczej, kolejny Mekong sunset.

Jak to zwykle z nami bywa, wietnamską granicę na wodzie przekraczaliśmy z porcją negatywnych opinii w głowach. Wietnam szybko rozwiał wszystkie nasze wątpliwości. W delcie jest wszystko, co lubimy i czego moglibyśmy chcieć w podróży, a nawet więcej. Daliśmy się wciągnąć w ten kocioł, odpuścić kontrolę i pozwolić żeby region pokazał nam to, co ma najlepsze. Otwartych ludzi, bez kompleksu niższości, ciekawych skąd się wzięliśmy. Egzotykę i własny sposób na życie. Bujną przyrodę. Niesamowicie tanie i różnorodne jedzenie.

Najlepsze rzeczy dzieją się, kiedy zapomni się wziąć aparatu. Można wtedy trafić do całkiem ukrytej knajpy z super świeżymi owocami morza i skończyć pijąc Saigon lager i obierając ogromne krewetki z lokatorami sąsiedniego stolika, który szybko połączył się z naszym. Można zjeść pyszną zupe pho z ogromnego gara za mniej niż 3 złote, patrząc jak kucharz wyciąga z niej dwa wiadra ogromnych kości (nie żałują!). Można obserwować barwną menażerię na ulicy – drzemiących w absurdalnych pozycjach, czytających gazety, gotujących, bawiących dzieci, częstujących owocami – widząc gotowy kadr za kadrem, ale nie czując się intruzem, a cześcią tego ruchu.

Życie w delcie toczy się w równej mierze na wodzie jak i na lądzie. Chociaż główna atrakcja regionu, czyli pływające targi, to już trochę historia z przeszłości, kanały oferują mnóstwo ciekawych widoków, ze zniewalającą proporcją piękna i brzydoty. Łodzie mają tu oczy, a w środku ludzie żyją wraz z rodziną i kurami.

Mówią, że żyzna delta, to “wietnamska miska ryżu”, dostarczająca ogromny procent żywności dla kraju. Podróżując na moto-taxi i autobusem z An Binh do Ben Tre przez przepiękną okolicę nie widzimy dużo pól ryżowych ale nieskończone sady owocowe pełne rambutanow, longanów, kokosów i małych jabłuszek zwanych ‘water apple” albo sadzonki drzewek i kwiatow. Życie wydaje się tu być nie do powstrzymania i rośliny eksplodują z każdego metra kwadratowego przestrzeni.

Coraz wyraźniej widzimy, że jakość rzeczywistości zależy od własnego wewnętrznego stanu, a to, co widzimy jest również odbiciem tego, jak się czujemy. Paradoksalnie wraz z tęsknotą za domem i ludźmi zajętymi własnymi sprawami, rośnie też nasza jakość podróżowania i przeżyć, pozostawiając nas w trudnym do rozstrzygnięcia stanie. Jedziemy dalej…

20131229-IMGP5495

20131229-IMGP5518

20131229-IMGP5549

20131231-IMGP5665

20131231-IMGP5669

20131229-IMGP5607-mekong delta boys

20131231-IMGP5666

20131231-IMGP5677

20131231-IMGP5730

20140105-IMGP6002

20131231-IMGP5736

20140105-IMGP5944

20131231-IMGP5792

20140105-IMGP6026-2

20140105-IMGP6029

water apple orchard

20131231-IMGP5798

last mekong sunset x veitnamese hat ania

20131231-IMGP5724

vietnamese straw hat marcin x floating market cabbage

20131231-IMGP5657

20131231-IMGP5739

20140105-IMGP6008

mekong sunset

(Visited 101 times, 1 visits today)

2 Comments

  1. Mika February 16, 2014 at 2:00 pm

    Kapuścińscy Wy moi, świetnie się czyta wszystko, ale ten wpis jest wyjątkowo ładny – mistrzostwo!

    buziaki,
    Piotr

    Reply
  2. Two hungry people February 17, 2014 at 10:47 am

    Dziękujemy bardzo Piotrze <3 ten komentarz ogrzał nasze serduszka! I chyba nawet cudownie uleczył Kapuścińską z grypy żołądkowej.

    Buziaki, A&M

    Reply

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *